Świadectwa

Łaski otrzymane przez wstawiennictwo Błogosławionej S. Marty

S. Józefa Wątroba SM

„Gdy w roku 1929 zaczęła się rozchodzić wieść, że jedna Siostra Miłosierdzia zamieszkała i zmarła w Małopolsce, uprasza ludziom wiele łask i wysłuchuje ich modlitwy, pisząca te uwagi znając dobrze wszystkie Siostry Prowincji zastanawiała się głęboko, która by to mogła być Siostra, nazwiska jej bowiem na razie nie wymieniano. Wtedy w pamięci piszącej stanął ten uderzający wyraz Siostry Wieckiej zawsze radosnej i pogodnej. Ona więc mogła być tą wysłuchującą modlitwy i tą pośredniczką przed Bogiem. 1

Przypuszczenie siostry Marii Popiel przełożonej z Rohatyna w Małopolsce (dzisiejsza Ukraina) okazało się trafne. Nie można było przejść obojętnie obok faktu, iż przeszło dwadzieścia lat od śmierci Sługi Bożej ludzie wciąż o niej pamiętają i przychodzą na jej grób, prosząc o wstawiennictwo w różnych potrzebach lub dziękując za łaski już otrzymane.

Chociaż od samej śmierci siostry Marty utrzymywała się opinia świętości w Śniatynie i okolicach, to jednak nie było nikogo, kto by się zajął spisywaniem łask otrzymanych od Boga za pośrednictwem Sługi Bożej. Miał na to wpływ burzliwy okres w historii tamtych ziem (I wojna światowa 1914-1918, po niej rządy władz ukraińskich, wojna polsko- bolszewicka 1920). Dopiero w roku 1930 ksiądz Jan Wiecki, brat Sługi Bożej, długoletni duszpasterz młodzieży w archidiecezji lwowskiej i prefekt tamtejszych szkół, obserwując rozwój kultu, a równocześnie sam będąc głęboko przekonany o świętości swej siostry, zaczyna gromadzić świadectwa różnych ludzi na temat otrzymanych łask. Czynił to w porozumieniu z metropolitą lwowskim, arcybiskupem Bolesławem Twardowskim oraz z przełożonymi krakowskiej prowincji sióstr miłosierdzia 2. W latach 1930 – 1939 i 1946 – 1970 zgromadził około 200 podziękowań za otrzymane łaski. Liczba ta nie jest pełna, gdyż w czasie  II wojny światowej (1939-1945) ksiądz Wiecki nie miał możliwości ich spisywać.

W czasie tejże wojny siostra Kazimiera Hurysz – Benedyktynka-Sakramentka, która swoje powołanie przypisywała Słudze Bożej, miała u siebie odpis modlitw, które siostra Marta odmawiała z chorymi w szpitalu śniatyńskim. Do zbiorku tych modlitw siostra Kazimiera wpisywała łaski jakie wierni otrzymywali, modląc się na grobie Sługi Bożej. O tych łaskach dowiadywała się głównie poprzez swoją matkę – Anielę Hurysz zamieszkałą w Śniatynie. Przed śmiercią (1.X. 1945) przekazała ów notes swej matce, lecz ona go nie kontynuowała, a w dodatku zagubiła w czasie ekspatriacji 3.

Po ustaleniu granic, po II wojnie światowej Śniatyn i jego okolice znalazły się w Ukraińskiej Republice Związku Radzieckiego. Surowe represje ze strony władz administracyjnych powstrzymywały przed dokonaniem jakichkolwiek zapisów (tym bardziej o treści religijnej) w obawie przed więzieniem, zsyłką na Sybir, lub nawet karą śmierci. Od czasu do czasu (szczególnie w latach sześćdziesiątych) docierały do Polski wiadomości od nielicznych Polaków, pozostałych na tamtych ziemiach mimo prześladowań, programowej sowietyzacji i ateizacji. Przez cały czas bardzo wielu było takich, którzy modlili się na grobie Sługi Bożej i otrzymywali łaski, lecz ich nie spisywali w obawie o bezpieczeństwo życia. W roku 1970 umiera ksiądz Jan Wiecki i przez okres dwudziestu lat (1970-1990) także na terenie Polski nikt ich dalej nie spisuje. W Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, do którego przynależała Sługa Boża, chociaż pamiętano o niej i wiedziano  o licznych łaskach otrzymanych przez jej wstawiennictwo, to jednak także nie prowadzono spisu łask od Boga za wstawiennictwem Sługi Bożej.

Sytuacja w tej kwestii zaczyna się zmieniać wraz ze zmianami politycznymi w latach dziewięćdziesiątych zarówno w Polsce jak i na Ukrainie. W 1990 roku Ukraina uzyskała suwerenność. 4 W tej nowej rzeczywistości po uchyleniu „żelaznej kurtyny” Zgromadzenie mogło się zająć bliżej rozpoznaniem kultu i łask, o których wciąż nadchodziły nowe wieści. W tym celu w roku 1990 udała się z Krakowa do Śniatyna specjalna komisja złożona z dwóch Sióstr Miłosierdzia i dwóch kapłanów Zgromadzenia Misji. 5W protokole tejże komisji czytamy między innymi:

„Ludzie zanoszą do Zmarłej różne prośby: o zdrowie, o pomoc w nauce, o zgodę w rodzinie, o zachowanie przy życiu syna – żołnierza  w czasie wojny ZSSR z Afganistanem… Wiele próśb – i wszystkie wysłuchane. Panuje powszechne przekonanie, iż zmarła w stosunkowo młodym wieku Siostra (miała 30 lat) pomaga szczególnie młodym. Na grób siostry przychodzą wszyscy i katolicy, i prawosławni i starsi wiekiem  i młodzi 6.”

Po takim rozpoznaniu z polecenia siostry wizytatorki Janiny Stachowiak, ówczesna sekretarka prowincji krakowskiej siostra Stanisława Motyka jeszcze dokładniej uporządkowała wszystkie zebrane materiały o Słudze Bożej, w tym także łaski. Po roku 1990 do akt dołączono nowe podziękowania za łaski. Wraz z rozpoczęciem procesu beatyfikacyjnego siostry Marty Wieckiej na szczeblu diecezjalnym (1997r.) i powołaniem Komisji Historycznej, spisem dalszych łask zajęła się siostra Józefa Wątroba, jako członek tejże komisji. W ostatnich latach, tak jak przy wcześniejszym gromadzeniu opisów łask, daje się zauważyć stały ich napływ.

Jak wynika z powyższych danych przez całe stulecie różni ludzie zaświadczali o łaskach jakie otrzymali przez wstawiennictwo Sługi Bożej.

Dwudziestu siedmiu świadków przesłuchanych w czasie dochodzenia diecezjalnego potwierdziło fakt otrzymania łask. Wśród nich jedenastu z terenu Ukrainy, a szesnastu z Polski.

Większość świadków mówi nawet o kilku łaskach. Wśród nich są także wspomnienia łask otrzymanych podczas II wojny światowej. Zacznijmy od przytoczenia przykładów z tego okresu, gdyż jak wyżej zostało przedstawione, w tym czasie nie prowadzono żadnej dokumentacji.

Bronisława Markowska zamieszkała na Ukrainie w Potoczku, leżącym cztery kilometry od Śniatyna wspomina:

„Koło nas w Potoczku jest lasek, przy którym wykopano rowy. W Śniatynie było getto żydowskie. Powiedziano Żydom, że idą na roboty a prowadzili ich pod ten lasek gdzie już były wykopane rowy i tam rozstrzeliwali Żydów i innych. Zastrzelono tam około 5000 ludzi. Pamiętam, jak moja mama opowiadała, że raz prowadzono drogą koło cmentarza Żydów na rozstrzelanie. Ci ludzie szli drogą a po obu stronach szła policja. Tuż koło cmentarza jedna kobieta z małym dzieckiem wyskoczyła z szeregu i przez żywopłot doskoczyła do grobu Sługi Bożej, położyła się na mogile razem z dzieckiem. Policja pobiegła za nią, ale jej nie znaleźli i nie widzieli jej na grobie Sługi Bożej. Może 10 lat temu ta kobieta przyjechała do Śniatyna, przyszła do grobu Sługi Bożej, by podziękować za ocalenie. Moja mam z nią rozmawiała. Z tej grupy tylko ta kobieta z dzieckiem uratowała się, inni zginęli 7.”

Świadek z terenu Polski, Bronisław Wiecki zamieszkały w Szczodrowie na Pomorzu, wnuk Teofila Wieckiego, brata ojca Sługi Bożej daje świadectwo o łasce otrzymanej w ich rodzinie również w tamtym czasie:

„Gdy wybuchła wojna, przyjechało tutaj Gestapo, zabrało 9 ludzi z naszej wioski, również mojego ojca i brata. Ojciec mój był wójtem, brat sołtysem. Obu zastrzelili. Z tego samego miejsca zabrano i inne osoby. Również nauczycieli i wsadzali ich do auta. W aucie była już siostra Sługi Bożej Melania i też jako nauczycielka miała zginąć, ale jej siostra Barbara uklękła na drodze i prosiła za przyczyną Sługi Bożej o ratunek dla niej. I wypuszczono Melanię. Przeżyła wojnę. Mieszkała w Starogardzie 8.”

W rodzinie Sługi Bożej od jej śmierci uważano, że jest ich orędownikiem u Boga i dlatego często zwracano się do niej o pomoc w różnych potrzebach, wierząc w skuteczność jej orędownictwa. Ksiądz Bronisław Kupper proboszcz parafii rzymsko-katolickiej w Bielanach Wrocławskich, wnuk Łucji Kupper, kuzynki sługi Bożej, której ona przepowiedziała 20 dzieci w małżeństwie 9 zaświadcza:

„Mówiąc o nadzwyczajnych łaskach otrzymanych za przyczyną Sługi Bożej podam jako bardzo ważne to, czego sam doznałem. Najpierw sprawa mego kapłaństwa. Ukończyłem filozofię w zgromadzeniu księży werbistów (Societas Verbi Divini). Z powodu złego stanu zdrowia, za poradą lekarza, zrezygnowałem z dalszych studiów i wróciłem do mego domu rodzinnego. Zastanawiałem się co dalej robić. Moja babcia, Łucja Wiecka, (córka brata ojca Sługi Bożej) powiedziała mi, bym się modlił za przyczyną Sługi Bożej. Skontaktowałem się z bratem Sługi Bożej księdzem Janem Wieckim. Zacząłem odmawiać modlitwy za przyczyną Sługi Bożej. Ja od małego słyszałem  o Słudze Bożej, jak to w rodzinie, ale dopiero wówczas zacząłem się modlić do niej. I faktycznie, nie załamałem się. Czułem jej opiekę. Studia ukończyłem i zostałem księdzem 10.

Ten sam świadek wspomina, że pomimo słabego zdrowia, dzięki wstawiennictwu siostry Marty znajdował siły, by podołać wszystkim swoim kapłańskim obowiązkom. A w sytuacji, gdy przeszedł zawał i leżał w klinice kardiologicznej w Zabrzu doświadczył jej szczególnej opieki. Otóż miał być wówczas poddany operacji serca. Przez cały czas modlił się w tej intencji do Sługi Bożej. Do operacji nie doszło. Główny profesor Stanisław Patyka zmienił decyzję, wysyłając księdza Bronisława do sanatorium. To uratowało mu życie, gdyż ci którzy w tym czasie byli operowani w szpitalu, zmarli z powodu panującego wówczas gronkowca. Swoje świadectwo kończy słowami:

„Przez cały czas czułem szczególną opiekę Sługi Bożej nade mną. Modlę się do niej, by mi pomogła i opiekowała się mną dalej. Słyszałem, że również innym pomaga 11.”

Stefania Stefuryn, wyznania rzymsko-katolickiego, świadek z terenu Ukrainy, ze Śniatyna twierdzi:

„Na grób Sługi Bożej chodzą ludzie niezależnie od wyznania: tak katolicy, jak greko-katolicy, prawosławni, gdyż „ona pomaga wszystkim”. Moja kuzynka Pogarecka Włodzisława w intencji swojej siostry, cierpiącej na epilepsję chodziła na grób Sługi Bożej, modliła się o powrót do zdrowia i choroba ustąpiła. Dzisiaj ta osoba jest zdrowa. Ludzie chodzą na grób Sługi Bożej w swoich kłopotach czy cierpieniach fizycznych 12.”

Irena Radewicz wyznania greko-katolickiego zamieszkała również w Śniatynie wspomina:

„Moja mama była wyznania greko-katolickiego. Mój ojciec był wywieziony na Syberię. Po powrocie był inwigilowany przez NKWD. Został ponownie aresztowany i pod błahym pretekstem odbywało się śledztwo (1953).Miałam być także przesłuchiwana. Powiedzieli mi, że jeśli moje zeznania będą zgodne z zeznaniami ojca, ten zostanie zwolniony. Tuż przed śledztwem pobiegłam na grób „mateczki”, pomodliłam się. W wyznaczonym czasie stawiłam się na śledztwo. Zeznania moje i ojca były zgodne. I to był cud. Ostatecznie ojciec został skazany na rok więzienia a nie na pięć. Jestem przekonana, że stało się to za przyczyną „mateczki” 13.”

Świadectwa świadków z Ukrainy są szczególnie cenne, ze względu na wspomniane wcześniej okoliczności polityczne, które uniemożliwiały kontakt z tamtejszymi ludźmi. Potwierdzają one, że przez cały czas, jak daleko świadkowie sięgają swoją pamięcią na grobie Sługi Bożej wypraszano sobie łaski i ta wiara w jej orędownictwo trwa do dzisiaj.

W Archiwum Sióstr Miłosierdzia w Krakowie, do końca roku 2000 zgromadzono potwierdzenie 241 łask. Pochodzą one z różnych części Polski i zza granicy. Najwyższy procent łask spisywanych z terenu Polski może w rzeczywistości nie odpowiadać ilości łask otrzymanych przez ludzi na przykład na Ukrainie, gdyż na tamtych terenach po ekspatriacji Polaków nikt tego nie notował. Przyczyną były powody polityczne, o czym wspominano wcześniej.

Otrzymane łaski, za które składano podziękowania, miały różną naturę. Oto ich zestawienie ze względu na treść i tematykę: 14

1. Odzyskanie zdrowia ( lub jego poprawa) – 132

2. Pomoc w nauce – 15

3. Pomyślny wynik sprawy sądowej – 15

4. Pomoc w trudnym położeniu – 13

5. Cudowne ocalenie – 12

6. Opieka Sługi Bożej (różne łaski) – 12

7. Szczęśliwe rozwiązanie – 10

8. Nawrócenie (wyrwanie z grzechu) – 6

9. Otrzymanie pracy – 5

10. Pomoc i opieka w duszpasterstwie – 5

11. Zachowanie mienia lub jego odzyskanie – 4

12. Opieka w czasie wojny – 4

13. Pomoc w życiu duchowym – 4

14. Zgoda i poprawa stosunków z otoczeniem – 4

W zeznaniach, w podziękowaniach uwidacznia się stała wiara  w pomoc Sługi Bożej. W Copia Publica doc. na stronach 207-342 zostało uwzględnionych 206 łask. Prawie wszystkie posiadają potwierdzenie urzędu parafialnego, a niektóre także dokumentację lekarską. Przykładem niech będzie kilka łask spisanych jako jedne z pierwszych. Oto ich synteza:

1. Helena Dubiel z domu Ambroziak zamieszkała w Kołomyi od 22 listopada 1929 roku do końca maja 1930 roku przebywała pod opieką lekarską doktora Włodzimierza Biłozora. Helena cierpiała na zapalenie miedniczek nerkowych z równoczesnym zapaleniem nerek i wsierdzia. Choroba nadto spowodowała ogólne zakażenie krwi. W czasie choroby występowała niejednokrotnie niedomoga serca a cały stan chorobowy trwał w przeciągu ciąży wikłającej położenie pacjentki. Według opinii lekarza stan chorej był beznadziejny.

W maju pani Helena i jej rodzina modlili się o zdrowie do Boga za wstawiennictwem siostry Marty. Nastąpiło nagłe polepszenie stanu zdrowia a potem powrót do zdrowia.

To – jak uważa uzdrowiona – cudowne przywrócenie zdrowia sama wraz z mężem stwierdza, także dwukrotnie potwierdza to swoim oświadczeniem leczący ją lekarz, a nawet aptekarze potwierdzili, że mąż wykupił u nich lekarstwa za sumę 700 zł., ale nic one nie pomagały chorej. Zdaniem aptekarzy nastąpiło cudowne uzdrowienie 15.

2. W dniu 19 października 1930 roku Rudolf Thiel został ugodzony kulą karabinową w okolicę prawego ucha. Dr. Guschelbauer orzekł, że stan zranionego jest bardzo poważny i nie robił nadziei wyjęcia kuli bez prześwietlenia a w szpitalu nie było aparatu rentgenowskiego. Rodzice i sąsiedzi modlili się do Boga za wstawiennictwem siostry Marty. Na prośbę sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi które wówczas pracowały w szpitalu w Śniatynie dr Tadeusz Guschelbauer podjął się operacji. Kiedy po długich zabiegach udało mu się wydostać kulę, siostry asystujące wyraziły radość, a doktor wtedy powiedział: „To nie moja zasługa, to cud. Takich wypadków jeden na sto 16.”

Ponieważ fakt ten powszechnie rozgłaszano jako cudowny, ksiądz Marceli Zawadowski proboszcz w Waszkowcach przesłuchał Rudolfa Thiela  i jego siostrę Rozalię i stwierdził, że osoby te są prawdomówne i nie tylko operacja jest udana, ale nastąpiło bardzo szybkie wyzdrowienie. Zeznania  o cudownym wyzdrowieniu potwierdzają: ksiądz proboszcz parafii rzymsko-katolickiej w Śniatynie, ksiądz L. Kaściński, duchowni obrządku ormiańskiego ksiądz proboszcz Kajetan Amirowicz i katecheta gimnazjalny ksiądz Karol Czubryj. Michał i Paulina Wiszniowscy (w mieszkaniu których zdarzył się ów wypadek), Alojzy Wiszniowski, Marcin Wiszniowski, siostra Rudolfa, Rozalia Thiel oraz siostra Marta Zgórska przełożona Sióstr Franciszkanek w tamtejszym szpitalu 17.

3. Tadeusz Jakiełła lat 19 pracownik z Lubatowej, w dniu 9.10.1930 roku uległ wypadkowi w czasie pracy. W lesie osunęło się na niego wielkie drzewo skutkiem czego doznał złamania kilku żeber, ciężkiej kontuzji kości miednicowej i kończyn dolnych. Doktor Zygmunt Wallach, który udzielił pierwszej pomocy poszkodowanemu, jego stan zdrowia uznał za tak ciężki  i poważny, że nie rokował nic dobrego a nawet był pewien, że wypadek ten skończy się śmiercią. Jednak rodzice i znajomi modlili się o zdrowie dla ciężko chorego syna przez wstawiennictwo Sługi Bożej. Wobec skutku tej modlitwy ten sam lekarz stwierdza: „Wobec beznadziejnego stanu uszkodzonego Jakiełły Tadeusza przyszedłem do przekonania, że wstawiennictwo śp. Siostry Marty  u Boga spowodowała cudowne wyleczenie wspomnianego Jakiełły, który obecnie jest całkiem zdrów i do pracy zdolny  18.

Wypadek ten potwierdzili także rodzice Jan i Katarzyna Jakiełłowie, sąsiad Grzegorz Zając oraz przypadkowi świadkowie przebywający w tym czasie w Iwoniczu, baron Ludwik Puget i Zofia z hr. Załusich Dobiesława Kwilecka 19.

4. W roku 1939 Machuta Klara będąc już matką sześciorga dzieci poczuła się matką siódmego dziecka. W tym okresie nastąpiły komplikacje w zdrowiu, którym towarzyszyły częste krwotoki. Lekarz zalecił operacyjne usunięcie płodu zbyt zaawansowanej ciąży twierdząc, że to poprawiłoby stan zdrowia. Chora była przykuta do łóżka i nie mogła wykonywać żadnych prac domowych. Nie chciała stracić dziecka, dla którego tak wiele już wycierpiała. W tym zmartwieniu zwróciła się o pomoc Bożą za wstawiennictwem siostry Marty.  W dniu odprawienia Mszy św. w tej intencji, poczuła się znacznie lepiej  i mogła wstać. W następnych dniach nie potrzebowała już leżeć i mogła wykonywać prace domowe. W swoim czasie urodziła zdrowego chłopca bez żadnych komplikacji. Marta Klara złożyła swoje zeznania wobec proboszcza parafii w Szczecinie w dniu 1.02.1961 r. 20

Z czterech powyżej przytoczonych przykładów dwa pierwsze pochodzą z terenów dzisiejszej Ukrainy, a dwa pozostałe z terenu Polski.

Do wstawiennictwa Sługi Bożej uciekali się także duchowni. Ksiądz proboszcz parafii rzymsko-katolickiej w Topolnie (powiat Świecie,  w Polsce), ksiądz Karol Romańczuk pisze:

„Jestem przekonany, że Siostra Marta Wiecka jest w niebie, gdyż często wzywam jej wstawiennictwo i zostaję wysłuchany. Ostatnio przed świętami Bożego Narodzenia 1965 r. zaczęły mnie boleć bardzo zęby i ostatnie dwa trzonowe same wysuwały się z dziąseł. Z powodu zajęć duszpasterskich przed świętami mowy nie mogło być o wyjeździe gdzieś do dentysty. Przerażony taką perspektywą na Święta wołam: «Siostro Marto, ratuj! Ból uniemożliwia mi prace, spowiedzi tyle, pasterka, kazania. Jak będę mówił, czym będę gryzł, jak mi ostatnie zęby wylecą» Z tymi słowy przykładam obrazek Siostry Marty Wieckiej do twarzy. W tej chwili zęby się umocniły na swoich miejscach, a ból jakby ktoś ręką ściągnął, tak mi się zdawało. Przeszły Święta,, skończyłem wizyty kolędowe i prace związane ze świętami, a ból zębów nie powtórzył się i dotychczas nie potrzebowałem dentysty 21.”

Ksiądz Aleksander Zonn ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo z Monasterzysk (z terenu dzisiejszej Ukrainy) pisze:

„W październiku 1944 r. gdy w miejscowości Monasterzyska pod Humaniem na Podolu usilnie się starałem o rewindykację kościoła zamienionego w 1942 r. na cerkiew prawosławną doznałem wielkiej łaski za pośrednictwem ś.p. Siostry Marty Wieckiej.

W ciągu trzech dni, w których wzmożyłem swe prośby, nastąpiła decydująca zmiana w usposobieniu urzędnika – ateisty, który z całą stanowczością i pod groźbą profanacji rzeczy cerkiewnych kazał duchownemu prawosławnemu oczyścić kościół z prawosławnych urządzeń i sprzętów liturgicznych i oddać kościół katolikom do użytku a mnie pod zarząd 22.”

Inny kapłan, o. Józef Januś, Oblat Maryi Niepokalanej, misjonarz, przytacza zdarzenie jakiego doświadczył podczas misji w Kłodawie (Pomorze, Polska) :

„Przyjechałem do parafii Kłodawa, dnia 2 maja 1957 r., w celu przygotowania do ślubów jasnogórskich. Oziębłość parafian niezwykła. Na drugi dzień podczas Mszy św. poleciłem całą sprawę Matce Najświętszej za przyczyną Czcigodnej Siostry Marty Wieckiej, jeśli jest w łaskach u Boga. Jakież ogarnęło mnie zdumienie kiedy wszedłem do kościoła wieczorem i zobaczyłem go wypełnionego wiernymi. Widzę w tym wyraźny palec Boży, że wspomniana Siostra jest w specjalnych łaskach u Boga 23.”

Siostra Marta Binka, z którą Sługa Boża przebywała razem we wspólnocie śniatyńskiej, wiele razy świadczyła o jej życiu i śmierci. W liście do księdza Jana Wieckiego, z dnia 28 grudnia 1952 roku pisze iż po śmierci Sługi Bożej wielu ludzi prosiło Siostrę Martę Wiecką o wstawiennictwo w różnych potrzebach i „bardzo dużo cudów się działo 24.” Sama opisuje łaskę, którą otrzymała w czasie swojego pobytu w Bursztynie (miejscowość leżąca na terenie dzisiejszej Ukrainy). Siostra Binka nie podaje dokładnej daty, mogło się więc to wydarzyć przypuszczalnie między 1931 a 1943 rokiem:

„Byłam już wtedy w Bursztynie, były bardzo mokre żniwa, tak że ludzie nie mogli z pola pozbierać. Potem były 2-3 dni słoneczne i myśmy mieli swoje żyto już pozwożone i porozstawiane w ogrodzie koło stodoły. Naraz zrobiło się ciemno i [nadeszła] chmura straszna i nasz człowiek pojechał jeszcze w pole po resztę żyta. Wtedy widząc tą straszną falę westchnęłam do naszej drogiej i kochanej Siostry Marty Wieckiej żeby się wstawiła za nami do Boga, bo to [było] nasze utrzymanie na cały rok. I o cud, ani kropla deszczu na nas nie spadła a chłopak przyjechał z suchym zbożem, choć koń szedł po kolana w wodzie. Potem całe miasto chodziło to oglądać i podziwiali że takiego cudu jeszcze nie widzieli, to zeznaję jako prawdziwe 25.”

Inna siostra miłosierdzia siostra Janina Kroczka, składając podziękowanie Słudze Bożej za otrzymaną łaskę napisała:

„Dnia 10 sierpnia 1997 siostra pełniąca dyżur przy furcie naszego domu, przed 7-mą rano odebrała telefon od mojej siostry zamieszkałej w Rajsku, która prosiła mnie o modlitwę w intencji swojej synowej – Barbary, przebywającej w szpitalu i mającej trudności w urodzeniu dziecka. Modliłam się bardzo w ciągu dnia, a o godz. 1600 zadzwoniłam do mojej siostry. Odebrałam wiadomość, że Barbara nadal bardzo cierpi, ma podłączoną kroplówkę. Moja zmartwiona Siostra z płaczem prosiła nadal o modlitwę.

Po 2000 kolejny telefon od mojej siostry, że stan chorej jest bardzo ciężki – lekarze proponują operację. Wtedy zachęcona przez siostry, zwróciłam się w modlitwie do Sługi Bożej, aby wyprosiła u Jezusa i Maryi Niepokalanej łaskę szczęśliwego urodzenia tego dziecka, aby mogło chwalić Boga. Obiecałam także, że jeżeli Barbara urodzi bez operacji, to napiszę podziękowanie. Do godz. 2400 nie zmrużyłam oka, a później nie mogłam zasnąć. Cały czas modliłam się, prosząc Siostrę Martę o pomoc. Przed godz. 900 rano 11 sierpnia otrzymałam wiadomość, że o godz. 205 w nocy, Barbara szczęśliwie urodziła synka!

Wywiązując się z danego przyrzeczenia, dziękuję P. Bogu oraz Siostrze Marcie za wstawiennictwo i uproszenie, że Barbara urodziła szczęśliwie i bez operacji 26.”

Wstawiennictwa Sługi Bożej poszukiwały nie tylko wspólnoty ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, ale także byli współpracownicy. Pani Krystyna Śliwińska pracownica szpitala w Śniatynie daje świadectwo dwóch łask jakie siostra Marta uprosiła jeszcze w ciągu swego ziemskiego życia 27. Z późniejszego okresu przytacza łaskę otrzymaną w roku 1932 i twierdzi:

„Z pomocą siostry Marty wygrałam proces we Lwowie, który wcale nie był do wygrania 28

Inna współpracownica ze śniatyńskiego szpitala pani Maria Szymanowicz pisze:

„Od ś.p. S. Miłosierdzia Marty Wieckiej doznałam dwa razy i to raz w chorobie ciężkiej niedomogi sercowej, a drugi raz paraliżu nogi, gdzie nie mogłam się ruszyć, wprost cudownego uzdrowienia. Zeznania powyższe o bogobojnym i świątobliwym życiu tej tak drogiej mi osoby, którą tak wielce ceniłam i która mi na ręku umarła i o cudownym uzdrowieniu u mnie, wiedziona wdzięcznością przed władzą duchową pod przysięgą składam 29.”

Koleżanka z lat szkolnych Anna Grochowska wyznaje:

„Że zwracając się z całą ufnością o wstawiennictwo do ś.p. Siostry Miłosierdzia Marty Wieckiej w różnych cierpieniach i kłopotach życiowych zawsze doznawałam ulgi i pocieszenia.” 30

Bardziej szczegółowo opisuje łaskę otrzymaną dla swojego męża:

„Gdy dnia 1 kwietnia 1932 r. mój mąż Franciszek Grochowski uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, a lekarz orzekł, że jest bardzo źle, ja zrozpaczona zwróciłam się z ufnością o ratunek do mojej koleżanki lat dziecinnych ze świątobliwego życia słynącej Siostry Miłosierdzia ś.p. Marty Marii Wieckiej: <<O, Marto, Mario! Byłaś mi koleżanką najmilszą a teraz jesteś tam w niebie; uproś u Boskiego Serca Jezusowego tę łaskę, aby męża  i ojca dzieci moich przy życiu zostawił>> – I po bardzo krótkim czasie ze względu na ciężką operację i niebezpieczeństwo życia mąż mój wyzdrowiał,  a lekarz orzekł, że jest to osobliwe szczęście. A więc jest to cud oczywisty jak się wypowiedziała Siostra przełożona klasztoru w Starogardzie Siostra Imelda oraz Siostra Fortunata, mająca oddział chorych 31.”

W kilku opisach łask, ci którzy ich doznali wspominają ponadto, iż odczuli obecność Sługi Bożej, bądź wprost ją widzieli. W jednym z takich świadectw A. Szklarska oświadcza:

„Donoszę, że zawdzięczam ś.p. Czcigodnej Siostrze Miłosierdzia Marcie Wieckiej to, że uleczyła mi cudownie oko. A było to tak: między godziną 8 a 9 pewnego dnia majowego 1933 r. biorąc z pieca wrzącą wodę, sagan z wodą mimo woli wypadł mi z rąk, a przy tym woda tak silnie prysnęła, że oparzyła mi całe prawe oko. Oko zaraz zaczęło puchnąć i palić jak gdyby znajdowały się w nim gorące węgle. Do kogo się miałam udać, sama oka wyleczyć nie mogłam, na doktora pieniędzy nie miałam, aptekarz odmówił mi pomocy gdyż bez lekarza nic zrobić nie mógł. W tym moim strapieniu i mojej trwodze udałam się do Serca Pana Jezusa i Matki Najświętszej przez przyczynę ś.p. Siostry Marty Wieckiej, której wstawiennictwo tyle łask i cudownych uzdrowień ludzie zawdzięczają u Pana Boga. Gdy się tak gorąco modliłam, ukazała mi się Czcigodna siostra ś.p. Marta Wiecka trzymając w ręku namoczoną chusteczkę, wycierała nią swoje oko. Ja natychmiast wstałam i zmoczywszy w wodzie chusteczkę przetarłam nią trzy razy oko i ku memu zdziwieniu spuchlizna z oka ustąpiła, a oko zaraz wyzdrowiało. I oprócz tej łaski wiele łask w życiu moim doczesnym z jej przyczyny otrzymałam i to nadanie posady urzędniczej synowi mojemu Andrzejowi Szklarskiemu. Za tę łaskę cudownego uzdrowienia mego oka dziękuję najpokorniej Najsłodszemu Sercu Pana Jezusa, Matce Najświętszej i Czcigodnej Siostrze Miłosierdzia Marcie Wieckiej za przyczyną której oko cudownie uleczone zostało 32

Podobnych świadectw jest niewiele. Na koniec przedstawmy dwie łaski dotyczące uzdrowień, gdyż jest ich najwięcej 33.

„Dnia 10 listopada 1962 r. miał wnuk mój Roman Derengowski, lat 17, zamieszkały w Starogardzie przy ul. Gdańskiej 33 podczas pracy w fabryce wypadek i amputowano mu w tutejszym szpitalu palec. Dołączyła się do rany gangrena i lekarz powiedział mu, że wskutek zakażenia amputują mu następnego dnia całą prawą rękę. Zmartwiony poszedłem wieczorem dzień przed naznaczoną amputacją ręki do brata śp. S. Marty Wieckiej, księdza Jana Wieckiego z prośbą o odprawienie Mszy świętej do Serca Jezusa, Serca Matki Bożej za przyczyną S. Marty Wieckiej o uratowanie wnukowi Romanowi Derengowskiemu ręki i o odstąpienie od amputacji. Sam wysłuchałem Mszy świętej odprawionej w powyższej intencji. Po odprawieniu Mszy św. poszedł wnuk mój Roman Derengowski do szpitala w Starogardzie. Kilka lekarzy zeszło oglądać ranę po odjęciu palca i dokonać amputacji ręki. Po zdjęciu opatrunku i oglądaniu rany palca powiedzieli lekarze, że chyba cud się stał, że gangrena zginęła, a palec się goi. Mocno jestem przekonany, że śp. S. Marta Wiecka jest w wielkich łaskach skoro mi we wszystkich potrzebach pomaga 34.”

Druga z nich należy do łask niedawno otrzymanych, dlatego jej opis znajduje się tylko w ASMK a brak go w CP doc.. Siostra przełożona Zofia Siwiec siostra miłosierdzia opisuje:

„W lipcu b.r. [2000] otrzymałam wiadomość od mojego brata księdza, że Pani Julia Gil lat 60 pełniąca obowiązki gospodyni na plebani w Strzegomiu ma podwójne widzenie i w szybkim tempie traci wzrok. Tragizm tego wydarzenia polegał na tym, iż od dziecka nie widziała na prawe oko. Julia Gil stanęła w obliczu całkowitej ślepoty. Udała się do Kliniki Okulistycznej we Wrocławiu, gdzie stwierdzono złośliwego nowotwora lewego oka. Została skierowana natychmiast do Kliniki Onkologii Oczu w Krakowie ul. Kopernika, gdzie diagnoza została potwierdzona poprzez specjalistyczne badania. Zespół lekarzy oświadczył, że stan oka jest groźny, nieuleczalny, ponieważ nowotwór jest stary, sięga do połowy oka i nie nadaje się do operacji. «Trzeba się modlić» powiedziała Pani Prof. Starzycka. Po dłuższym zastanowieniu się lekarzy, chora została przyjęta do kliniki na leczenie. Zastosowano płytkę radioaktywną. Ponieważ mieszkam w Krakowie, cały czas towarzyszyłam chorej w jej trudnej sytuacji. Jako pielęgniarka miałam kontakt z lekarzami. Zaproponowałam P. Julii Gil gorącą modlitwę i zachęcałam do ufności Miłosiernemu Bogu za pośrednictwem Sługi Bożej S. Marty Wieckiej. Przyjęła propozycję nowenny z wielką wiarą i entuzjazmem. Ponieważ nie widziała na oczy, codziennie w czasie odwiedzin odczytywałam Jej powoli tekst modlitwy nowennowej do Sługi Bożej s. Marty Wieckiej. Podziwiałam Jej wielką pobożność, wiarę w wyzdrowienie i ufność. Po wypisie ze szpitala prosiła codziennie kogoś z otoczenia by Jej odczytywali nowennę. Gorąca modliła się również do Matki Bożej modlitwą różańcową. Po upływie kilku miesięcy P. Julia Gil zaczęła widzieć na lewe oko. W czasie kontroli okulistycznej we Wrocławiu w listopadzie 2000 nowotwora w lewym oku nie znaleziono. 7.12.2000 w Krakowskiej klinice Onkologii Oczu, po bardzo dokładnym i wnikliwym badaniu ku wielkiemu zdziwieniu i radości stwierdzono zlikwidowanie nowotwora złośliwego u P. Julii Gil. Szczęśliwa, wdzięczna i rozradowana P. Julia Gil powróciła do dawnych obowiązków i nadal już samodzielnie z wielką pobożnością odmawia Nowennę do Sługi Bożej  S. Marty Wieckiej, której wstawiennictwu zawdzięcza swoje uzdrowienie ze złośliwego nowotwora oka lewego 35.”

Wydaje się, że Sługa Boża jest szczególnie wrażliwa na potrzeby ludzi cierpiących. W domu rodzinnym wspomagała matkę w chorobie opiekując się młodszym rodzeństwem. Przez dwanaście lat pobytu w Zgromadzeniu troszczyła się o chorych w szpitalu we Lwowie, w Podhajcach, w Bochni i w Śniatynie. Po śmierci wstawia się nadal za cierpiącymi, upraszając im zdrowie ciała, a często i duszy. Tę myśl podkreśla Siostra Maria Popiel słowami: „Mam przekonanie, że Siostra Marta sprawą tą się zajęła, bo chodziło o sprawę dotyczącą chorych i zbawienia dusz 36.”

Siostry Miłosierdzia tworzące w obecnym czasie (od sierpnia 2000 roku) nową placówkę w Śniatynie, po kilkumiesięcznej obserwacji zaświadczają, że na grób Sługi Bożej stale przychodzą modlić się ludzie różnych wyznań. Niektórzy dzielą się z nimi radością uproszonych łask.

Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo wydało już kilkakrotnie, od 1997 roku, ulotkę z krótkim życiorysem Sługi Bożej i nowenną, gdyż wciąż są na nią nowe zapotrzebowania. Współcześni ludzie potrzebują również jej opieki i wstawiennictwa.

 

Notes:

  1. s. Maria Popiel SM, Życiorys (Uwagi o siostrze Marcie Marii Wieckiej>), ASMK, IV/1, s. 2,   CP doc., s.508.
  2. List ks. Jana Wieckiego do s. wizytatorki Franciszki Wilemskiej, z dn 13.05.1952, ASMK, X/22.
  3. Listy Anieli Hurysz do ks. Jana Wieckiego, Śniatyn, 05.10.1958, ASMK,11/X – CP doc., s.379.
  4. Por. Darowski J., Ukraina, Warszawa 1993, s.30.
  5. Członkowie komisji: ks. Henryk Chojnacki CM (Superior Domu Księży Misjonarzy na Kleparzu w Krakowie), ks. Tadeusz Wojtonis CM (proboszcz w Szerszewie na Białorusi), s. Władysława Sarol SM (przełożona domu Sióstr Miłosierdzia w Bystrej), s. Irena Wojtonis SM (z Tarnowa), Protokół z badania opinii świętości Siostry Miłosierdzia śp. s. Marty Wieckiej w Śniatynie, Szerszewo 28.04.1990r., CP doc., ss.160-161.
  6. Tamże.
  7. ASMK, CP, s.218.
  8. ASMK, CP, s.409.
  9. Wspomnienia, Łucja Kupper, ASMK, II/7, CP doc., s. 111.
  10. ASMK, CP, ss.454-455
  11. Tamże.
  12. ASMK, CP, s.159.
  13. ASMK, CP, s. 172.
  14. Kolejna liczba oznacza ilość łask
  15. ASMK, VII/34, CP doc. , ss. 213-215.
  16. ASMK, VII/27, CP doc. , s. 209.
  17. ASMK, VII/27, CP doc., ss. 209-211.
  18. ASMK, VII/33, CP doc., ss. 211-213.
  19. ASMK, VII/33, CP doc., ss. 211-213.
  20. ASMK, VII/135, CP doc., s. 261.
  21. ASMK, VII/9, CP doc., ss. 265-266.
  22. ASMK, VII/29, CP doc., s. 263.
  23. ASMK, VII/107, CP doc., s. 303.
  24. ASMK, VII/23, CP doc., ss. 273n, s. Marta Binka, List do ks. Jana Wieckiego z dnia, 28.12.1952.
  25. ASMK, VII/23, CP doc. s. 273.
  26. ASMK, VII/196, CP doc., s. 340.
  27. Zob. wyżej, s. 93.
  28. ASMK, VII/55, CP doc., s. 236.
  29. ASMK, VII/53, CP doc., s. 236
  30. ASMK, VII/37, CP doc., s. 229
  31. Tamże.
  32. ASMK, VII/52, CP doc., s. 245-246.
  33. Zob. wyżej, s. 123.
  34. ASMK, VII/139, CP doc., s. 262.
  35. ASMK, VII/234.
  36. ASMK, VII/182, CP doc., s. 225.